POLSKI 
Etapy twórczości |  Biografia   
      Etapy twórczości       ...
Twórczość
Cała moja twórczość wynika z chęci poszukiwań, czym mogłabym siebie jeszcze zaskoczyć? W różnym wieku fascynowały mnie różne rzeczy, ulegałam różnym szkołom i różnym zainteresowaniom, moja twórczość przechodziła różne procesy i fascynacje, istną ewolucję - rewolucję. Byłam zarówno portrecistą ulicznym, pejzażystą, który idzie ze sztalugą i blejtramem do parku niczym impresjoniści, malarzem studyjnym spędzającym setki godzin w pracowni i kontemplującym martwą naturę itd.
We wcześniejszej fazie twórczości moje malarstwo mieszało się niemal całkowicie z rysunkiem, ciężko było powiedzieć, czy to, co robię było malarstwem, czy też rysunkiem. Tendencję do mieszania technik i eksperymentowania w poszukiwaniu własnych efektów malarskich miałam od samego początku mojego tworzenia.

Picasso, oglądając wystawę prac dzieci, wyznał kiedyś:
Kiedy byłem w ich wieku, potrafiłem malować jak Rafael. Potrzebowałem całego życia, by nauczyć się malować tak jak one. Picasso

Zwykle rysowałam i malowałam więcej niż inne dzieci, bo sprawiało mi to przyjemność. Z tego okresu najbardziej pamiętam, że w mieszkaniu na ścianie wisiał obraz, niezwykły obraz, w który wpatrywałam się godzinami. Była to reprodukcja przedstawiająca postać tancerki pozującej do zdjęcia Edgara Degas. Obraz miał niezwykłą głębię - z okien sali, w której znajdowała się tancerka rozciągał się rozległy widok, przypominający panoramę rozświetlonego słońcem miasta. Lubiłam ten ostatni daleki plan obrazu, w który można było uciec wzrokiem, niemalże odlecieć w tą bezkresną przestrzeń. A tancerka dalej stała w zastygłej pozie niewzruszona od lat - to był mój obraz z dzieciństwa - mam go do dziś. Ilekroć się gdzieś przeprowadzam, wszędzie go wożę, stary, zniszczony, spłowiały, ale pełny jakiejś wewnętrznej siły przyciągania. Zrobiłam nawet jego kopię, ale to już nie to samo co ten stary zniszczony obraz.

Kiedy dostałam się na wydział tkactwa artystycznego kieleckiego Liceum Sztuk Plastycznych, poważnie zastanawiałam się nad przeniesieniem się do innej klasy i zmiany wydziału na rzeźbę - zwłaszcza że moja klasa okazała się klasą w 100% żeńską. Po pierwszych zajęciach tkactwo spodobało mi się jednak tak bardzo, że podjęłam decyzję o pozostaniu w tym "babińcu".
Tkanina była istną zabawą z kolorem. Samo przeplatanie barwnych nitek, tworzenie niuansów, przejść walorowych struktur tkackich było wielce pasjonujące. Fascynujące było także projektowanie gobelinów, i to właśnie było najbliższe malarstwu, albowiem zarówno o kompozycji jak i kolorystyce decydował twórca projektu.
Miło wspominam moich profesorów z Plastyka, a także przyjaciół z tamtego okresu. Pobyt w tej właśnie szkole sprawił, iż podjęłam decyzję o kontynuowaniu mojej drogi artystycznej i kroczeniu nią konsekwentnie.

Ścieżkami Van Gogha - etap podróży po Europie, holenderskich starych rowerów i pełnych barw tulipanów:
Po ukończeniu edukacji w liceum plastycznym postanowiłam wyjechać do Holandii. Miasto Amsterdam przyjęło mnie pod swoje skrzydła. Sięgam pamięcią i widzę pęk drobnych tulipanów koloru śliwkowego - moje ulubione. Atmosfera miasta i otwarcie jego mieszkańców na sztukę sprawiło, że zaczęłam uczęszczać na zajęcia z rysunku i malarstwa. Było to coś w rodzaju "open atelier" gdzie zapraszano modelkę bądź modela i każdy dowolną techniką tworzył bardzo ciekawe prace. Malarstwo mieszało się z rysunkiem, było w tym coś spontanicznego, jakaś siła wyrazu. Na koniec każdych zajęć robiliśmy wystawkę prac i omawialiśmy wspólnie nasze poczynania. Pamiętam jak kiedyś naszą modelką była tancerka flamenco, a naszym zadaniem było uchwycić finezję i ruch tańca. Oprócz poczynań artystycznych mogliśmy obejrzeć taneczny pokaz i posłuchać oryginalnej muzyki hiszpańskiej. Zajęcia rozbudziły we mnie chęć szkicowania niemalże wszystkiego: piesków, kotków, wnętrz, ludzi, dzieci, moich przyjaciół i bliskich, a także okolic, parków, widoków miasta, a nawet portretów ulicznych. Poczułam, że mam nad ołówkiem i węglem władzę absolutną i zaczęłam ujarzmiać farbki i kredki, a także poszukiwać nowych technik. Wtedy też zaczęłam studiować prace mistrzów. Szczególnie bliski stał się dla mnie Van Gogh. Zaczęłam zagłębiać się w biografię tego malarza. Moją ulubioną lekturą stały się "Listy do brata" napisane przez samego Mistrza. Zwiedziłam ponownie Paryż, zawitałam do Londynu, Brukseli, Luksemburga, Antwerpii, Hagi, Brugii... Czułam się troszkę jakbym faktycznie podążała ścieżkami Van Gogha, bo mieszkał on w większości miejsc, które odwiedziłam.
Duże wrażenie zrobiły na mnie także dzieła Edgara Degas, którego szczególną sympatią darzyłam już od dzieciństwa. Tak bardzo urzekły mnie kolory i finezja jego prac że postanowiłam zrobić kilka kopii, co było dla mnie świetną lekcją o kolorze. Fascynowali mnie także impresjoniści, zwłaszcza Monet i Renoir. Pod ich wpływem postanowiłam wyjść ze sztalugą w plener, na łono natury. Wspominam te wyprawy z pewną dozą humoru, biorąc zwłaszcza pod uwagę ilość gapiów za moimi plecami :)
Ten roczny pobyt poza granicami naszego kraju był szczególnym etapem mojego życia, moja pasja twórcza została rozbudzona. Udało mi się pomyślnie zdać egzamin wstępny na Wydział Grafiki we Wrocławiu, wówczas statystycznie przyjmowano co dziesiątego kandydata, więc mogę powiedzieć, że "dostąpiłam zaszczytu" bycia studentką wrocławskiego ASP.

Formowanie artysty - etap rozpoczęcia edukacji w Akademii Sztuk Pięknych:
Pierwszy rok mojej edukacji na ASP we Wrocławiu był szlifowaniem technik malarsko-rysunkowych. Dlaczego wybrałam Wydział Grafiki? Na ten pomysł wpadłam już w liceum plastycznym. Grafika była dziedziną, o której prawie nic nie wiedziałam, na swój sposób mnie pociągała. Zarówno projektowanie jak i grafika warsztatowa - wszystko to wydawało mi się ogromnie ciekawe i warte poznania. Chciałam spróbować czegoś innego, nowego, poszukać tego, w czym będę się czuć najlepiej. Szczerze mówiąc nie myślałam, że tą dziedziną będzie właśnie malarstwo. Traktowałam je raczej jako coś dodatkowego, ogólnorozwojowego artystycznie, dającego wiele możliwości. Dopiero później uświadomiłam sobie, że to właśnie malarstwo stało się moją bazą wyjściową. To w malarstwie czułam się najswobodniej, w malarstwie, które tak właściwie dopiero zaczęłam odkrywać na drugim roku studiów. Wtedy trafiłam do pracowni prof. Dobrzanieckiego. Myślę, że to Jemu właśnie najwięcej zawdzięczam. Był stanowczy i wymagający, ale dał mi coś najcenniejszego, dał mi swobodę twórczą, dzięki której wreszcie mogłam zacząć swoje poszukiwania artystyczne.

Tęsknota za indywidualizmem - etap poszukiwań czegoś mojego, tylko mojego:
Etap poszukiwań tego, co nie jest obiektem samym w sobie, ale wychodzi z mojego wnętrza. Kopiowanie rzeczywistości zaczęło mi nie wystarczać, chciałam czegoś bardziej osobistego, tylko mojego. Martwa natura była zbyt ogólna, szlifowanie warsztatu to za mało, chciałam robić rzeczy, poprzez które będę mogła coś wyrazić - może uczucie, emocje, nastrój. Potrzebowałam czegoś zupełnie nowego, jakiejś rewolucji w mojej twórczości, odnalezienia własnego plastycznego świata wyrażonego własnym plastycznym językiem. Zaczęłam eksperymentować w technikach wykorzystując również wiedzę zdobytą na zajęciach z grafiki warsztatowej, fotografii i projektowania graficznego. Był taki przełomowy moment, pamiętam to doskonale - siedziałam sama w domu, w fotelu ze szkicownikiem w ręku. Przymknęłam oczy i postanowiłam coś sobie wyobrazić. Wyobraziłam sobie nagle wszystko różowe, horyzont z różowym niebem i drogę z bardzo dziwacznymi pozawijanymi drzewami, kolorowe wijące się linie pod moimi stopami. Zaczęło mnie to bawić, chciałam to naszkicować. Szkic nie oddał może całkowicie tego, co miałam w głowie, ale był punktem wyjścia dla dalszych obrazków, a te z kolei dla kolejnych i kolejnych. Tak powstała cała seria nierzeczywistych widoków. Wtedy poczułam że te widoki są naprawdę moje, że wychodzą prosto z moich myśli, że to ja je generuje w głowie i przelewam na papier, czy płótno. Czułam niezwykłą satysfakcję że wreszcie zaczynam rozumieć o co w tym wszystkim chodzi - czułam że jestem na właściwej drodze.

Wyobraźnia ponad wszysko - etap dojrzewania twórczego:
Moja twórczość zaczęła ewoluować, czułam swobodę działania, a tym samym energię twórczą i chęć do poszukiwań różnych środków wyrazu. Doskonale czułam się w technice collage, a obrazy przechodziły prawdziwą metamorfozę. Krajobrazy płynące z moich myśli zaczęły przybierać formy coraz bardziej abstrakcyjne, w których główną rolę odgrywał kolor. Była to istna metamorfoza i ożywienie. Obrazy nawiązujące poniekąd do krajobrazów aczkolwiek nie w sposób dosłowny, epatowały feerią barw: żółcieni, brązów, oranży, czerwieni i zieleni. Często z dozą dużej graficzności, z dodatkiem kontrastów czerni a czasem i bieli zyskiwały nowe oblicze.. Przez moją głowę "przepływała" fala kolorów: brązów, żółcieni, złocieni, zieleni i czerwieni. To samo tyczyło się także fotografii, która w tym okresie sprawiała mi także dużo radości.
Kompozycje stały się dynamiczne, zaczęły pojawiać się na nich drobne "latające" elementy, robiące wrażenie wzorów na tkaninach. Sięgnęłam po farbę drukarską by podkreślić głębię koloru, kontrast i nasycenie. Pracowałam bardzo dużo i bardzo szybko. Czułam, że następuje we mnie coś takiego jak reakcja łańcuchowa tworzenia tzn. stwarzany obraz jest bodźcem do namalowania kolejnego, jest nowym doznaniem, motywacją do dalszych twórczych eksperymentów.
Wtedy też namalowałam serię obrazów, które stały się przełomem w moim malarstwie "Życie na czerwonej planecie". Chciałam by obrazy opowiadały swoją niezwykłą historię...

W małym pokoiku w Strasbourgu - etap odnajdywania swojego ja w malarstwie:
We Francji, a konkretnie w Strasbourgu znalazłam się aby kontynuować studia malarskie. Malarstwo zdominowało u mnie inne dziedziny sztuki w sposób niemal stuprocentowy. Na początku koncentrowałam swoją energię na projektowaniu graficznym, ale było ono dla mnie tylko czymś uzupełniającym, czymś mniej istotnym w czym nie da się wyrazić tego, co można wrazić w malarstwie. Uświadamiałam sobie to coraz bardziej. Nawet techniki graficzne stały się dla mnie kolejnym środkiem wyrazu, który zaczęłam stosować w malarstwie. W moich obrazach zaczęły pojawiać się formy obłe tworzące niemalże tunele prowadzące w głąb płótna jak np. w obrazie pt. "Rozmowa". Zaczęłam odchodzić od geometryzacji. Inspiracją stała się natura, formy roślinne, liście, kwiaty. Kolorystyka moich obrazów uległa ogromnemu zróżnicowaniu.
Po roku spędzonym we Francji powróciłam do kraju by skończyć studia. Powrót do macierzystej uczelni okazał się nie lada skokiem. Przypomniano mi bowiem, że jestem studentką wydziału Grafiki, a nie Malarstwa. Starałam się te dziedziny pogodzić, przejść pomiędzy nimi nie tracąc własnych twórczych wizji. Nie mogłam zrezygnować z koloru. Złotym środkiem okazała się technika monotypii, która ma cechy zarówno grafiki, jak i rysunku i malarstwa iznów silnie zaznaczył się collage. Pozostała jeszcze kwestia mojego przedmiotu dyplomowego jakim było projektowanie graficzne. Sama dokładnie nie wiem, co skłoniło mnie do takiego wyboru, być może była to osoba prof. Eugeniusza Smolińskiego, którego uważałam i uważam za jeden z największych autorytetów i godnych szacunku ludzi na uczelni. Także dzięki jego radom dziś realizuję się jako malarka, bywając od czasu do czasu grafikiem.

O malarstwie

Malarstwo jest dla mnie grą imaginacji, koloru, formy, które mnie fascynują. Chciałabym, aby inni mogli w tym uczestniczyć, odkryć to, co niosą myśli. Pragnę, aby moja twórczość była pożywką dla wyobraźni. Moim zdaniem obraz jest jak zagadka, nie można dawać gotowych rozwiązań, należy pozostawić pewne niedopowiedzenia, aby odbiorca mógł w nim znaleźć swoje miejsce - w dużej mierze malarstwo pomaga mi zrozumieć samą siebie, określić się, wciąga mnie w jakiś mój wewnętrzny świat. Maluję wszystko z wyobraźni, maluje czasem to, co widzę w snach, chce tworzyć takie rzeczy, które będą ludzi odrywać od rzeczywistości, budzić refleksje, zastanowienie, wyobraźnie, zapomniany świat wieku dziecięcego.
Pytania i odpowiedzi |  Newsletter |  Mapa strony |  Prawa autorskie |  Kontakt |
Copyright © 2007 Barbara Jaskólska  |  slapoo